Wprowadzenie

Paweł Wieczorkiewicz

Wstęp

 

Po pierwszej wojnie światowej, po ponadstuletniej niewoli, Polska odzyskała suwerenność, a potem niepodległość. Był to wynik zarówno wyczekiwanego przez dziesięciolecia konfliktu zbrojnego między zaborcami, jak i działań samych Polaków. Jeszcze przed wybuchem wojny przywódcy dwóch najważniejszych obozów politycznych – tak zwanego niepodległościowego (Józef Piłsudski) i Narodowej Demokracji (Roman Dmowski) – wybrali odmienne orientacje. J. Piłsudski, uważając, że w wypadku wojny należy przede wszystkim w jakichkolwiek granicach odbudować państwowość, sprzymierzył się z najsłabszym zaborcą – monarchią austro-węgierską. Odwrotnym torem szło rozumowanie R. Dmowskiego. Upatrując głównego wroga polskości w ekspansywnym germanizmie, postanowił związać się z Rosją i Ententą, spodziewając się, że zwycięstwo koalicji przyniesie zjednoczenie ziem polskich, co w dalszej perspektywie otworzy kwestię niepodległości.

 

II RZECZPOSPOLITA

Polityczne i wojskowe działania Polaków (organizowanie formacji zbrojnych: Legionów Polskich w Austrii i Korpusów Polskich w Rosji) wpływały na postawę państw zaborczych. Aby osiągnąć coś więcej, musiały one, jak określił to Piłsudski, „licytować sprawę polską wzwyż”. W efekcie zakres obietnic i ustępstw powiększał się z każdym wydanym aktem prawnym. Zaczęło się w 1914 roku od rozkazu rosyjskiego Naczelnego Wodza, w. ks. Mikołaja Mikołajewicza, w którym jako jeden z celów wojennych wskazywał on zjednoczenie ziem polskich pod berłem cara. Dwa lata później, 5 listopada 1916 roku, dwaj cesarze, Wilhelm II i Franciszek Józef I, na żądanie swych sztabowców – chcących wykorzystać w sojuszniczych szeregach do miliona polskich rekrutów, niewycofanych na wschód przez Rosjan – proklamowali powołanie nieokreślonego terytorialnie Królestwa Polskiego, co oznaczało przekreślenie aktu rozbiorów i możliwość tworzenia – choć w ograniczonym zakresie – zawiązków struktur państwowych. W tej sytuacji niepodległość Polski, choć zależnej od Rosji, potwierdził car Mikołaj I w noworocznym rozkazie do armii i floty z 1917 roku.

Dalsze układające się korzystnie wydarzenia – rewolucja lutowa w Piotrogrodzie, obalenie caratu i ustanowienie liberalnego Rządu Tymczasowego – spowodowały, że car musiał wyrzec się monopolu w sprawie polskiej w obozie alianckim. Dało to możliwość działania Dmowskiemu i pozyskania polityków francuskich, brytyjskich i amerykańskich z prezydentem Thomasem Woodrowem Wilsonem. Udział Polaków w końcowej fazie wojny na Zachodzie zapewniła tak zwana Błękitna Armia gen. Józefa Hallera, dzięki czemu Polska na konferencji wersalskiej stanęła w gronie państw zwycięskich, dyktujących pokój Niemcom.

Rozpad Austro-Węgier, rozkład wewnętrzny imperium rosyjskiego na skutek przejęcia władzy przez bolszewików w listopadzie 1917 roku (tak zwana rewolucja październikowa), który miał wbrew stworzonej późnej legendzie tylko pośredni efekt dla niepodległości Polski, oraz rewolucja niemiecka stworzyły wyjątkową koniunkturę dla sprawy polskiej. Uchroniło to budowaną państwowość od nacisków zewnętrznych i dało czas, aby przygotować siły do walki o granice; walki nieuchronnej, gdyż z racji historycznych zaszłości drogą pokojową uzyskać się ich nie dało.

Dmowski pisał: „Na tej ziemi, na której się kończy Europa Zachodnia i która stanowi wyjście na rozległe równiny Wschodu [...], położonej między dwoma wielkimi państwami, Niemcami a Rosją, miejsca na małe, słabe państewko nie ma. Tu może istnieć tylko państwo wielkie”. Granice polskich aspiracji terytorialnych na Zachodzie ściśle wyznaczała demografia, ekonomika, historia i polityka. Dzięki błyskotliwie rozegranej przez Dmowskiego, delegata Polski na konferencję wersalską, karcie lokalnych irredent – trzech powstań śląskich i powstania wielkopolskiego – Ententa uznała polskie aspiracje w faktycznie maksymalnym zakresie. Dotyczyło to zwłaszcza Górnego Śląska, gdzie znacząco skorygowano korzystne dla Niemców wyniki plebiscytu.

Inaczej sytuacja wyglądała na wschodzie. Wobec rozpadu imperium Romanowów na ogromnych przestrzeniach zamieszkałych przez po części indyferentną narodowo ludność, przede wszystkim etnicznie białoruską, powstała polityczna pustka. Polską granicę wschodnią stworzyły trzy różnego natężenia i miary konflikty. Pierwszym była wojna z Zachodnioukraińską Republiką Ludową – proklamowaną w roku 1919 przez Ukraińców w Małopolsce Wschodniej – której armia po półrocznych walkach została usunięta za Zbrucz. W ich trakcie doszło do bitwy o Lwów, której ciężar wzięli na siebie małoletni ochotnicy (Orlęta Lwowskie).

Głównym frontem wojny o niepodległość i granice pozostawały ziemie położone dalej na wschód. Piłsudski, który jako Naczelnik Państwa miał swobodę kształtowania polityki, uznał, że ze względów psychologicznych Polacy powinni przełamać kompleks dziewiętnastowiecznych klęsk narodowych i wywalczyć Polskę z bronią w ręku. Ponieważ główną przeszkodę stanowiła tam zawsze imperialistyczna, bez względu na aktualne barwy polityczne, Rosja, Piłsudski ufundował wielki plan strategiczny polegający na zbudowaniu wokół jej granic systemu sojuszów – od Baku po Helsinki – dodatkowo ubezpieczanych przez Polskę. A zresztą innego wyjścia niż wojna z bolszewikami praktycznie nie było, gdyż na zachód przesuwały się ich watahy, zwycięskie na danym etapie wojny domowej. Aby przejąć inicjatywę, Piłsudski podpisał porozumienie z atamanem Simonem Petlurą, reprezentującym ukraińskie władze narodowe, i wiosną 1920 roku – gdy bolszewikom, którzy także przygotowywali się do ofensywy, nie udało się powstrzymać Polaków za pomocą fałszywej dyplomacji – nakazał marsz na Kijów.

Lenin i komisarz wojny Lew Trocki postanowili zmodyfikować swoje plany i przyspieszyć ostateczne rozstrzygnięcia. Dowodzący sowiecką kontrofensywą Michaił Tuchaczewski apelował do swoich żołnierzy: „Ponad trupem białej Polski wiedzie droga ku ogólnoświatowej pożodze. Poniesiemy na bagnetach szczęście i pokój pracującej ludzkości”. Szło tu oczywiście o połączenie się ze zrewolucjonizowanymi Niemcami i stworzenie ogniska rewolucji w sercu Europy. Zamiary te pokrzyżował J. Piłsudski w sierpniu 1920 roku, w „osiemnastej bitwie decydującej o losach świata”, jak określił ją brytyjski obserwator, lord Edgar Vincent d’Abernon. „Cud nad Wisłą” ocalił Europę Zachodnią przed komunistycznym jarzmem. Gdy klęska ofensywy stała się oczywista, Sowieci łatwo przystali na zawarcie kompromisowego pokoju w Rydze w roku 1921.

Epizodem konfliktu stał się spór polsko-litewski o Wilno. Miasto to Sowieci przekazali władzom Litwy. Rzecz w tym, że zarówno ono, historyczna stolica, jak i ziemie położone wokół zamieszkane były przez zwartą ludność polską i żydowską (rdzennych Litwinów było ledwie kilka procent). A zatem by nadać realizacji etnograficznej sprawiedliwości waloru politycznej poprawności, Piłsudski nakazał bunt gen. Lucjanowi Żeligowskiemu, który w roku 1920 zajął sporny obszar i utworzył tam samodzielny organizm – Litwę Środkową. Jej mieszkańcy na początku 1922 roku, po przeprowadzeniu demokratycznych wyborów, proklamowali przyłączenie się do Rzeczypospolitej.

Wojna z bolszewikami miała swoje konsekwencje także w stosunkach z Czechosłowacją. Oba państwa uzgodniły zawczasu, że na spornym obszarze Śląska Zaolziańskiego, zamieszkałym w większości przez ludność polską, zostanie przeprowadzony plebiscyt rozstrzygający jego przyszłość. Czesi, łamiąc te ustalenia, wykorzystali trudną sytuację Polski. W momencie gdy Tuchaczewski podchodził pod Warszawę, zajęli zbrojnie całe niemal terytorium i z pomocą aliantów wymogli akceptację narzuconego status quo.

Rozstrzygnięcia zapadłe na konferencji pokojowej w Rydze nigdy nie zostały uznane przez bolszewików za trwałe i obowiązujące. Dla Lenina i jego następców główny cel polityki stanowiło „zdruzgotanie systemu wersalskiego”, czego warunkiem było zniszczenie Polski, państwa buforowego, które ma odgrodzić Niemcy i które Ententa traktuje jako oręż przeciwko bolszewikom. Ponieważ podobnie oceniano sytuację w Berlinie, oba państwa starały się koordynować swą politykę, czego wyrazem był układ w Rapallo w 1922 roku, dający możliwości szerokiej i korzystnej współpracy politycznej i wojskowej. Zabezpieczeniem Polski przed rewanżyzmem sąsiadów stały się sojusze wojskowe – z Francją (mający defensywne ostrze antyniemieckie) i z Rumunią (obronny przeciwko Rosji Sowieckiej).

Zarówno Polska, jak i inne kraje regionu przyjęły system demokracji parlamentarnej. Uchwalona w marcu 1921 roku konstytucja, podobnie jak w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, bazowała na ustawie zasadniczej III Republiki Francuskiej. Dając hegemonię władzy ustawodawczej kosztem egzekutywy i sprowadzając funkcje prezydenta do ram reprezentacyjnych, w warunkach polskich przyniosła ona destabilizację stosunków. Nie sprzyjała jej struktura narodowościowa; Polacy stanowili około dwie trzecie mieszkańców, resztę zaś narodowe mniejszości – Ukraińcy walczący o swą tożsamość, także metodami terrorystycznymi, Żydzi w większości niechętni wszelkim formom asymilacji, pewni swej tożsamości Niemcy oraz indyferentni Białorusini. Budowę silniejszej władzy utrudniał również rozkład sił politycznych, w którym prawicowy obóz Narodowej Demokracji Dmowskiego niemal równoważyło centrowe stronnictwo chłopskie Wincentego Witosa oraz niebędąca w stanie rządzić samodzielnie, ale zdolna do paraliżowania wszelkich innych inicjatyw Polska Partia Socjalistyczna.

W tej sytuacji, którą także z powodu dalszego zbliżenia sowiecko-niemieckiego można określać jako krytyczną, J. Piłsudski, który na pewien czas dobrowolnie wycofał się z życia politycznego, w maju 1926 roku zdecydował się na demonstrację zbrojną. Skutkiem nieszczęśliwego biegu wypadków przekształciła się ona jednak w kilkudniową krwawą wojnę domową. Gdy sterroryzowany parlament złożył władzę, J. Piłsudski przejął ją pod hasłem „sanacji moralnej”, ale nie osobiście. Formalnie sprawował ją na podstawie poszerzonych kompetencji prezydent Ignacy Mościcki. Sam marszałek J. Piłsudski, choć był sprawcą wszelkich decyzji, zadowalał się stanowiskami ministra spraw wojskowych i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, a sporadycznie – premiera. Ukoronowaniem na ogół udanych reform wewnętrznych stało się uchwalenie w kwietniu 1935 roku nowej konstytucji o charakterze prezydenckim (wiele zaczerpnął z niej gen. Charles de Gaulle, tworząc ustawę zasadniczą IV Republiki Francuskiej). Miesiąc później J. Piłsudski zmarł. Jego współpracownicy próbowali podzielić się odpowiedzialnością i władzą: I. Mościcki zachował swój urząd, podczas gdy urząd Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych objął marszałek Edward Śmigły-Rydz. Techniczną w tym układzie funkcję premiera sprawował gen. Felicjan Sławoj Składkowski. Swoje autonomiczne pola działania mieli szefujący Ministerstwu Spraw Zagranicznych płk Józef Beck i wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, budowniczy „na surowym korzeniu” portu w Gdyni, a następnie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Zasadniczą kwestią stojącą przed następcami marszałka było oddalenie narastających zagrożeń zewnętrznych i ułożenie stosunków z opozycyjnymi partiami, od połowy lat trzydziestych wykluczonymi z życia politycznego, ale nie publicznego. Mieli po temu właściwe instrumenty. Podsumowując wszystkie możliwe aspekty oceny – dynamikę i aktywność polityczną, rozwój gospodarczy i potencjał wojskowy – II Rzeczpospolita plasowała się na szóstym miejscu w Europie, za wielką czwórką – ZSRS, Francją, Niemcami i Wielką Brytanią – oraz Włochami, ale przed Hiszpanią, przy czym jej dystans do imperium Mussoliniego, także cywilizacyjny i ekonomiczny, z czasem wyraźnie malał. Pozwalało to uznawać ją za regionalne mocarstwo, zwornik bezpieczeństwa na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej.

 

WOJENNY ALERT

Dojście Adolfa Hitlera do władzy w Niemczech w roku 1933 stanowiło szok dla europejskiej opinii publicznej. Inaczej ocenił je J. Piłsudski, zwracając uwagę, że kanclerz, Austriak, pozbawiony będzie tradycyjnego antypolskiego kompleksu polityki pruskiej. Efektem takiej postawy stała się normalizacja złych dotąd stosunków wzajemnych, tym bardziej obiecująca, iż Hitler z powodów ideologicznych zamroził wszelkie relacje z Sowietami. J. Piłsudski, który i na tym kierunku wcześniej dokonał już pacyfikacji, przestrzegał równocześnie Becka o nietrwałości tych rozwiązań i groźbie wojny pod koniec lat trzydziestych. Dlatego, gdy w 1936 roku wojska niemieckie wkroczyły do zdemilitaryzowanej dotąd Nadrenii, łamiąc postanowienia traktatu wersalskiego, minister zaproponował Francuzom wspólną interwencję zbrojną, która w ówczesnych warunkach doprowadziłaby niechybnie do załamania reżimu w Niemczech. Oferta została jednak odrzucona, dyplomacja francuska zaś, w porozumieniu z dobrze notowanymi w Paryżu działaczami opozycji, zwłaszcza gen. Władysławem Sikorskim, podjęła bezowocne starania o dymisję J. Becka, uznawanego bezzasadnie za frankofoba.

Minister tymczasem utwierdził się w przeświadczeniu, że Zachód będzie starał się możliwie najdłużej odwlekać moment konfrontacji z Führerem, zaspokajając go taktycznymi ustępstwami. A zatem nader zręcznie wykorzystał Anschluss Austrii w marcu 1938 roku, aby za pomocą zbrojnej demonstracji przymusić wreszcie Litwę do nawiązania stosunków dyplomatycznych. Kryzys czechosłowacki otworzył przed Polską nowe możliwości. Gdy Wielka Brytania i Francja uległy po raz kolejny żądaniom A. Hitlera i we wrześniu na konferencji monachijskiej przystały na wydatne okrojenie terytorium Czechosłowacji, Beck, bez nadmiernych skrupułów, wykorzystał koniunkturę, by odzyskać utracony w 1920 roku Śląsk Zaolziański. Spotkało się to z potępieniem zarówno Zachodu, jak i ZSRS, przywykłych mierzyć politykę podwójną miarą. Godzi się jednakże przypomnieć, że Polacy zachowali się w tym momencie podobnie jak Czesi, nie uciekając się przy tym do przemocy zbrojnej.

Hitler tymczasem planował już wojnę z Francją i, w dalszej kolejności, z Rosją Sowiecką. Nieodzownym sojusznikiem w tych planach miała być II Rzeczpospolita, mogąca osłonić Rzeszę od wschodu w początkowym stadium konfliktu, a następnie wspomóc ją w wyprawie na Moskwę. Niezobowiązujące sugestie w tym kierunku Berlin wysuwał już od pewnego czasu; brak zdecydowanych reakcji ze strony Warszawy, gdzie obawiano się przedwczesnego prowokowania potężnego sąsiada, brano w stolicy III Rzeszy za dobrą monetę w przeświadczeniu, że ostateczna zgoda Polaków jest jedynie kwestią uzgodnienia satysfakcjonujących ich warunków. Formalną propozycję ukoronowania rozpoczętego przez marszałka J. Piłsudskiego i A. Hitlera dzieła porozumienia zgłosił już miesiąc po konferencji monachijskiej niemiecki minister spraw zagranicznych, Joachim von Ribbentrop. Miało ono opierać się na gwarancji wspólnej granicy, przedłużeniu układu o nieagresji na dwadzieścia pięć lat i przystąpieniu Rzeczypospolitej do paktu antykominternowskiego – sojuszu Niemiec, Włoch i Japonii, skierowanego w równym stopniu przeciwko ZSRS oraz mocarstwom zachodnim. W zamian miała ona przystać na inkorporację do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska (wszelako z zagwarantowaniem tam polskich praw) oraz na budowę eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez Pomorze (określanych mianem „korytarza przez korytarz”).

W ten sposób losy Europy po raz drugi w ciągu dwudziestu lat znalazły się w rękach Polski. Nie ulega wątpliwości, że zgoda na niemiecki plan, zakładając wielce prawdopodobne zwycięstwo Wehrmachtu na zachodzie już w roku 1939 (stosunek sił był dla Niemców korzystniejszy niż rok później), oznaczałaby konfrontację z Sowietami rok wcześniej. Jeśli do zwycięstwa pod Moskwą zabrakło im kilku świeżych dywizji, to około 60, które mogło wystawić Wojsko Polskie, rozstrzygnęłoby o jej wyniku.

Beck tymczasem, uznając, że „chwiejne stanowisko” sprowadziłoby państwo na równię pochyłą – kończącą się utratą niezależności i rolą wasala Niemiec – postanowił ofertę definitywnie odrzucić. Poufne rokowania, prowadzone w coraz ostrzejszym tonie, trwały do końca marca 1939 roku. W ich trakcie Ribbentrop – uzmysławiając partnerom, że wobec nadciągających wydarzeń nie będą oni w stanie zachować podmiotowego stanowiska – przestrzegł, iż Polska pozostanie państwem narodowym, współpracując na rozsądnych zasadach z Niemcami, albo powstanie marksistowski rząd polski, który następnie zostanie wchłonięty przez bolszewicką Rosję. Groźba ta wydawała się w ówczesnej sytuacji mało realna, choć rząd nie musiał liczyć się z nastawioną antyniemiecko opinią. Decydująca rozmowa Becka z ambasadorem III Rzeszy 23 marca zakończyła się dramatyczną wymianą zdań. Na pytanie, czy chcemy prowadzić rokowania na ostrzu noża, minister odparł: „To jest wasza metoda”. Społeczeństwo powiadomiono o zerwaniu stosunków z Niemcami 5 maja. Beck, przemawiając w sejmie, stwierdził: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. [...] Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.

Wielka Brytania, podobnie jak Francja, jeszcze nieprzygotowana do wojny postanowiła wykorzystać konflikt między Warszawą a Berlinem, aby wciągnąć Polskę do formowanej właśnie koalicji antyniemieckiej, która przez sam fakt powstania miała zahamować ekspansję Hitlera. W razie fiaska tego przedsięwzięcia, Brytyjczycy liczyli, że uda się nakierować pierwsze, najsilniejsze uderzenie Niemców na wschód, aby w ten sposób zyskać czas na dozbrojenie. Gwarancje, jakich premier Neville Chamberlain udzielił w kwietniu Rzeczypospolitej, zdawały się jednak stwarzać szansę na izolację III Rzeszy. W celu jej pogłębienia dyplomacje brytyjska i francuska postanowiły wciągnąć do sojuszu jeszcze ZSRS.

Stalin zdecydowany był wyciągnąć z pozycji arbitra, w której się znalazł, maksymalne korzyści przy minimalnych zobowiązaniach. Ceną, jaką podyktował w zamian za sojusz, była zgoda Zachodu na automatyczne – jeszcze przed rozpoczęciem wojny – wprowadzenie wojsk sowieckich na terytorium republik nadbałtyckich oraz wschodnich ziem Polski i Rumunii. Beck był świadom, co to naprawdę oznacza: „Żądają od nas, abyśmy podpisali czwarty rozbiór. Nic nam nie gwarantuje, że Rosjanie raz zainstalowani na naszym wschodzie wezmą rzeczywiście udział w wojnie”. W rezultacie odrzucono propozycję aliansu z Sowietami; rząd polski, który nie chciał rezygnować z pełnej suwerenności, wchodząc w porozumienie z Niemcami, tym bardziej nie mógł, dla iluzorycznej pomocy ZSRS, poświęcić integralności terytorialnej państwa.

W przeprowadzanych wówczas kalkulacjach polski minister oraz jego brytyjscy i francuscy sojusznicy nie wzięli pod uwagę zarówno determinacji Hitlera – który dla przełamania impasu, w jakim się znalazł, skłonny był nawet na „pakt z diabłem” – jak i rzeczywistych intencji Stalina. Zgodnie z niezmienną doktryną sowieckiej polityki zagranicznej dążył on do wywołania konfliktu europejskiego, w którym, w pierwszej jego fazie, mógł zająć wygodną pozycję arbitra, nagradzanego za swą neutralną postawę terytorialnymi koncesjami. To, czego nie udało się uzyskać od mocarstw zachodnich, przyznał mu bez wahania Hitler. W rezultacie 23 sierpnia do Moskwy przybył Ribbentrop. Wykorzystując wcześniejsze rozmowy sondażowe, po pospiesznych rokowaniach podpisał ze swoim odpowiednikiem – komisarzem (ministrem) spraw zagranicznych, Wiaczesławem Mołotowem – pakt o nieagresji. Stanowił on kamuflaż dla „ściśle tajnego protokołu dodatkowego”, rozgraniczającego strefy wpływów obu mocarstw w Europie Środkowo-Wschodniej. Na mocy jego punktu 2. Rosja Sowiecka uzyskała prawo zajęcia ziem polskich do linii Narwi, Wisły i Sanu. Oznaczało to podeptanie kardynalnych zasad prawa międzynarodowego i dotychczasowych zobowiązań zarówno III Rzeszy, jak i ZSRS. Co ważniejsze jednak, pakt Ribbentrop–Mołotow dał Hitlerowi upragnione zielone światło do ataku na Polskę, przesądzając tym samym o wybuchu drugiej wojny światowej.

 

organizatorzy:
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa NarodowegoNarodowe Centrum Kultury